„Dlaczego nikt nie czyta moich newsletterów?” Oto 9 powodów

nikt nie czyta newsletterów

Na samym początku ustalmy jedno – nigdy nie dzieje się tak, że z dnia na dzień statystyki newsletterów spadają jak zasięgi postów na Faceboku po aktualizacji edge ranku.

To jest proces. Często bagatelizujemy jego symptomy i dopiero, kiedy okazuje się, że nikt nie czyta naszych wiadomości, wpadamy w panikę.

Każdy lekarz powie Ci, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

W przypadku newsletterów jest podobnie. Trudniej będzie odzyskać stracone zaufanie czytelników niż je zbudować.

Dlatego poniżej przedstawię Ci 9 powodów, przez które odbiorcy przestają czytać newslettery.

Kim jesteś człowieku?

Może się to wydawać zaskakujące, ale odbiorca nie zawsze wie, od kogo pochodzi dana wiadomość. Wynika to z błędów w strategii komunikacji.

Pierwszym z nich jest stosowanie niespójnej komunikacji. Schematy istnieją po to, aby przyspieszyć proces kojarzenia informacji. Jeśli za każdym razem struktura wiadomości wygląda inaczej, to za każdym razem odbiorca musi się zastanawiać, od kogo wiadomość pochodzi.

W końcu jednak będzie miał dość i przestanie je czytać. Dlatego zadbaj o motyw spajający Twoje komunikaty.

Drugim błędem jest wysyłanie newsletterów do osób, które o to nie prosiły. Zakup zewnętrznej bazy danych lub brak podwójnej weryfikacji odbiorcy (double opt-in) może spowodować, że zacznie się zastanawiać, skąd się wziąłeś w jego skrzynce odbiorczej.

Zbyt rzadki kontakt to kolejny poważny błąd. Jeśli nadawca nie odzywał się przez rok i nagle wyskoczył z newsletterem jak dzik z kukurydzy, to jako odbiorca masz prawo się lekko zdziwić.

Kolejny problem w rozpoznaniu nadawcy pojawia się, gdy pole nadawcy zostało niepoprawnie wypełnione.

Chodzi tu szczególnie o sytuacje, kiedy odbiorca zapisał się na newsletter konkretnej marki, a w polu nadawcy znajduje się np. nazwisko pracownika, które czytelnik może znać, ale może go też nie znać.

Z drugiej strony nazwa marki kradnie osobowy charakter mailingu. Dlatego najlepiej sprawdza się mix w postaci: „Kamil z minim@listic” zamiast „Kamil Bąbel” lub „minim@listic”.

Ostatnia rzecz to brak wiadomości powitalnej. Jest to pierwszy punkt styku odbiorcy z newsletterem. Warto w nim poinformować, co będzie otrzymywał i jak często, ale też kim jest nadawca i dlaczego w ogóle wysyła wiadomość.

Zapominasz o „news” w słowie „newsletter”

Czemu odbiorca miałby otwierać wiadomość od Ciebie, skoro zawsze znajduje w niej to, co już przeczytał na blogu, o czym dowiedział się z mediów społecznościowych, albo usłyszał od znajomych?

Dobry newsletter to taki, który daje dostęp do informacji, które są świeże, które dają mu możliwość bycia pierwszym.

Jeśli odbiorca dowiedział się już o nowym wpisie na blogu z Facebooka, nie będzie miał potrzeby czytać newslettera.

Więc albo powiadamiaj subskrybentów w pierwszej kolejności, albo… zaoferuj im informacje, których nie publikujesz w żadnym innym kanale.

Możesz też podpiąć się pod popularny trend, nadając mu zupełnie nowe znaczenie. Robiąc taki Real Time Email Marketing. Spójrz jak sprytnie Ryanair wykorzystał temat wyborów w USA.

Nie jesteś regularny

Pamiętasz te czasy, kiedy siadało się przed telewizorem całą rodziną, aby obejrzeć Macieja Orłosia w Teleexpressie?

Ok, nieważne, czy do telewizora przyciągał Cię jego charakterystyczny głos (Orłosia, nie telewizora), czy informacje, które były przekazywane w programie. Ważne, że pamiętałeś, aby włączyć odbiornik o 17:00.

Z newsletterem jest podobnie. Jeśli nauczysz odbiorców, że dostają wiadomości od Ciebie zawsze we wtorek o 18:00, to otworzą swoją skrzynkę w każdy wtorek o 18:15, aby przeczytać najświeższe wiadomości z frontu.

Jasne – wszyscy lubią niespodzianki i jak od czasu do czasu wyślesz wiadomość w czwartek o 9:00 rano, to też będzie super, ale tylko w przypadku, kiedy nie zaburzysz ustalonego cyklu.

Nie pomagasz

Zasada jest prosta: jeśli treść newslettera nie jest w żaden sposób użyteczna, nikt go nie przeczyta. Użyteczność oznacza pomaganie czytelnikowi.

Jeśli treść newslettera nie jest w żaden sposób użyteczna, nikt go nie przeczyta. Click To Tweet

Pomoc nie zawsze musi być rozumiana przez rozwiązywanie problemów. Możesz równie dobrze pomagać np. w poprawianiu nastroju (poprzez newsletter, który będzie zabawny), albo w zabijaniu nudy (poprzez newsletter, w którym czytelnik znajdzie obszerny i ciekawy tekst do przeczytania).

Problem w tym, że to wymaga czasu. Znacznie łatwiej i szybciej jest napisać po prostu: „Z okazji Światowego Dnia Drwala 20% zniżki na wszystkie siekiery.” zamiast przygotować kolejny artykuł o rąbaniu drewna. Przecież to 2 razy więcej pracy…

Apropos: 
Czy wiesz, co mówi matematyk do drwala? 
Odpowiedź na końcu artykułu.

Wracając… Jeśli chcesz, aby odbiorcy czytali Twoje newslettery, to niestety – musisz dla nich poświęcić swój czas. Przez lenistwo wielu marketerów mamy dziś takie, a nie inne postrzeganie email marketingu.

Pewnie przyznasz mi rację – większość newsletterów, jakie otrzymujemy to śmiecie. Jedyna rzecz, jaką chcemy z nimi zrobić, to wyrzucić je do kosza.

To wszystko przez to, że komuś nie chciało się zainwestować odpowiedniej ilości czasu na przygotowanie wartościowej kampanii.

Dajesz im to, czego oni nie chcą

Innymi słowy – nie znasz swoich odbiorców. Nie wiesz, jakie mają pragnienia i potrzeby, ani z jakimi problemami walczą i jakie frustracje nimi targają.

Wysyłasz, bo wszyscy dookoła mówią, aby wysyłać. A czasem wystarczy chwilę się zastanowić.

„Czy moim odbiorcom podoba się to, co do nich wysyłam?”

Nie musisz nikogo prosić o odpowiedź. Odpowiedź masz w statystykach kampanii.

Co zrobić? Wejdź na chwilę w skórę klienta.

Przypuśćmy, że sprzedajesz bieliznę damską. Twoją grupą docelową są więc kobiety.

Na liście adresowej masz 990 kobiet i 10 mężczyzn, więc wysyłasz newslettery skierowane do kobiet, które totalnie nie interesują tych 10 mężczyzn.

Ignorujesz 1% swojej listy adresowej!

Wystarczy jednak zastanowić się dlaczego ci mężczyźni zapisali się na Twój newsletter.

Może ci mężczyźni:

  • są w związku i szukają intymnego prezentu dla swojej ukochanej?
  • prowadzą konkurencyjny sklep z bielizną i podpatrują swoją konkurencję?
  • mają jakiś srogi fetysz i kupują sobie damską bieliznę?

Kiedy już to wiesz, możesz do nich skierować specjalną kampanię „1 do 1”, która być może przyniesie lepsze rezultaty niż regularne wysyłki do kobiet.

„Daj im to, czego chcą” oznacza:

  1. Posegmentuj bazę odbiorców.
  2. Poznaj potrzeby każdej podgrupy.
  3. Spersonalizuj przekaz, aby te potrzeby zaspokoić.

Wysyłasz zbyt często

Wchodzisz rano na skrzynkę email, a tutaj 6 nowych wiadomości – wszystkie od tej samej osoby.

Otwierasz pierwszą i o ile nie znajdziesz tam czegoś w stylu „W jaki sposób broda uratowała świat”, to pozostałe 5 usuwasz z automatu bez czytania.

Każdego dnia setki newsletterów walczą o uwagę odbiorcy. Odbiorca szanuje jednak swój czas, bo wie że życie jest zbyt krótkie, aby czytać wszystkie newslettery.

Życie jest zbyt krótkie, aby czytać wszystkie newslettery. Click To Tweet

Jeśli wysyłasz zbyt często to tak, jakbyś sam sobie robił konkurencję. Dlatego testuj częstotliwość wysyłek, aby znaleźć optymalną dla swoich odbiorców.

Nie przekazujesz emocji

Twój newsletter jest po prostu nudny! Wszystko co w dobie Internetu wymyślono: Facebooka, gry MMO i filmiki ze śmiesznymi kotami wymyślono, aby walczyć z nudą. W internecie po prostu nie można być nudnym, bo nikt Cię nie zauważy.

Musisz nauczyć się przekazywać emocje – czy to słowem, czy obrazem.

Najlepszy newsletter to taki, który wprowadza odbiorcę w określony stan emocjonalny: złość, zadowolenie, wstyd, ekscytację, zniechęcenie, wdzięczność, strach i poczucie przynależności.

Z tymi negatywnymi nie przesadzaj, chyba że jesteś wprawionym pisarzem i potrafisz je dozować w odpowiedniej ilości. I nigdy nie zostawiaj czytelnika z negatywnymi emocjami. Zawsze z pozytywnymi.

Jak przekazywać emocje? Opowiadając historie. Historie są angażujące, uruchamiają wyobraźnię i oddziałują bezpośrednio na proces myślowy.

Ludziom często wydaje się, że dobry newsletter, to taki, który jest responsywny, posiada dopracowaną strukturę i idealnie pociętą grafikę.

W rzeczywistości wszystko to jest dodatkiem, który ubarwia i uplastycznia historię.

Pisz. Dodaj do swojego newslettera trochę dramaturgii. Nie zapomnij o morale. Morał jest nieodłącznym elementem historii, który może być fundamentem Twojego Call-to-Action.

Nie oferujesz niczego

Fundamentem internetu jest hipertekstowość. 37% odbiorców twierdzi, że dobry newsletter powinien zawierać linki do stron www (Raport SARE 2014).

Chodzi o to, że wiadomość email nie ma być celem samym w sobie. Ma być portalem, który przenosi użytkownika w konkretne miejsce w sieci.

Od Ciebie zależy czy będzie to artykuł na blogu, czy specjalna oferta w sklepie internetowym, czy ciekawe wideo, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Oczywiście możesz pobawić się w Sienkiewicza i przesyłać w newsletterze kolejne odcinki swojej powieści, nie stosując żadnego wezwania do działania. Ale opublikowanie tej samej powieści w odcinkach na blogu ma większy sens, bo czytelnik może łatwiej wrócić do poprzednich fragmentów, a Ty masz możliwość dotarcia do szerszego grona zainteresowanych.

Jeśli porównać Twoją ofertę do mięsistego artykułu w prasie codziennej, to newsletter powinien być jak zajawka na okładce, która skłania do zakupu owej gazety. Innymi słowy – celem newslettera jest wywołanie u odbiorcy określonej akcji.

A skoro już o akcji mowa…

Stosujesz mizerne Call-to-Action

Jeśli chcesz, aby odbiorca wykonał określone działanie, to mu to powiedz. Wprost!

Wielu twórców internetowych boi się być konkretnymi. Dlatego zachowują się jak nastolatka na pierwszej randce: „Może się jeszcze kiedyś się spotkamy?”.

To nie działa. Powiedz wprost, w czym rzecz.

Jeśli chcesz, żeby klikali, powiedz „kliknij tutaj”. Jeśli chcesz, aby skomentowali powiedz: „skomentuj ten wpis poniżej”. Jeśli chcesz, aby kupili, powiedz: „kup ten produkt”.

Często ludzie oczekują od drugiej strony, że domyśli się, co należy zrobić. I popadają w frustrację. Serio! Z tego powodu rozpadają się związki.

Jedzie sobie małżeństwo samochodem. Cisza. W momencie mijania restauracji McDonald’s kobieta mówi: „O McDonald’s!” i znów cisza. A wystarczy powiedzieć: „Kochanie, zatrzymaj się tu, bo jestem głodna.”, aby oboje zaoszczędzili sobie frustracji.

Jeśli oczekujesz jakiejś reakcji od odbiorcy, to o nią poproś, a rezultaty pozytywnie Cię zaskoczą.

Drogi Czytelniku, napisz w komentarzu poniżej, co w powyższym artykule spodobało Ci się najbardziej.

Odpowiedź na pytanie:
-Co mówi matematyk do drwala?
-Romb!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • To z McDonald’s jest dobre zawsze tak jest i jakoś nie widać aby coś się z ty zmieniło. Z własnych obserwacji w życiu widzę, że tak właśnie wygląda rzeczywistość.

    • A wystarczy tak niewiele… 🙂 Dzięki za komentarz.

  • Piotr Górnicki

    Dzięki za wskazówki. Newsletter mam od dawna, ale rozwijałem go jakoś tak intuicyjnie i z różnymi potknięciami. Aż sprawdziłem teraz skuteczność z ostatniego miesiąca. 1/3 osób otwiera moje maile, z czego 46% potem klika w link. Mailchimp podpowiada, że to znacznie powyżej średniej w mojej branży, ale myślę, że może być jeszcze lepiej.

    • Tak, to zdecydowanie ponad średnią branżową. Szczególnie jeśli chodzi o kliknięcia. Nad otwieralnością można jeszcze popracować (higiena bazy + wskazówki powyżej + dobre tytuły + preheader). Myślę, że w Twoim wypadku 40-50% jest w zasięgu. 😉 Jeśli chcesz, możemy wykonać dla Ciebie bezpłatny audyt newslettera. Wystarczy, że zgłosisz się tutaj: http://minimailistic.pl/konsultacje/
      Powodzenia!

      • Piotr Górnicki

        Skorzystam

  • Magda Wojdała

    Właśnie przymierzam się do uruchomienia newsletera. Dziękuję za wskazówki 🙂

  • Żyć nie umierać

    A ja nie mam newslettera i po przeczytaniu zastanawiam się czy z moim pisaniem podołałabym w ogóle z wpisami do niego.

    • Jeśli piszesz dla samego pisania, to zakładanie newslettera nie jest aż tak istotne. Czytelnicy dotrą do Ciebie innymi kanałami. Jeśli jednak w perspektywie masz zarabianie w jakikolwiek sposób na swojej internetowej działalności, to warto to rozważyć, ponieważ jest to jeden z najskuteczniejszych kanałów komunikacji marketingowej.

  • Joanna Kołpak

    Ciekawe rady dla mnie tym bardziej, że jestem na etapie podejmowania decyzji o newsletter. Rozbawił mnie motyw o McDonald’s. Ach my kobiety 🙂

    • Uniwersalny schemat:
      „Powiedz, czego oczekujesz. -> Powiedz, dlaczego jest to dla Ciebie ważne.”
      Rozwiązuje większość problemów komunikacyjnych.

  • Powód dziesiąty: rozsyłasz cyklicznie pakiet błędów językowych, które sprawiają, że czytelnik odruchowo klika w „Anuluj subskrypcję”. To zdumiewająco częste zjawisko wśród twórców newsletterów.

    • Analizuję miesięcznie kilkaset newsletterów. Błędy językowe rzeczywiście się zdarzają, ale uwierz mi, że nie jest to najgorsza rzecz, jaką widziałem. 😉

  • stanowczo życie jest za krótkie, żeby czytać wszystkie newslettery. i faktycznie, jeśli z treściami zdążyłam się zapoznać już np. na fanpejdżu to już mailingu mi się nie chce czytać, i „sterta” nieotwartych maili rośnie.
    a Ryanair jest ostatnio nawet dość zabawny – promocja na bilety do Los Angeles z jednym zdaniem „Brad is single” 😀

    • Dużo się mówi o tym, aby w mediach społecznościowych tworzyć unikalne treści dla każdego z kanałów, a o newsletterze już się zapomina. Moim zdaniem to duży błąd.
      Ryanair jest rzeczywiście w formie. Ciekawe czym zaskoczy kolejnym razem.

  • Ten „news” to chyba podstawowy błąd. Bardzo szybko wypisuję się z listów, które nie wnoszą nic nowego. Tym bardziej nie lubię spamowania. I wszystko sprowadza się do tego, że coraz rzadziej zapisuję się do nowych, a coraz częściej wypisuję z tych, w których byłam do tej pory.

    • Co w takim razie jest dla Ciebie czynnikiem, który skłania Cię do zapisania lub pozostania na liście?

      • Treści, które są oryginalne. Jeśli dostaję newsletter z informacjami, które przeczytałam na fanpage lub Instagramie, to mija się to dla mnie z celem. Od newsletterów oczekuję unikalności. Dostawanie też listów co tydzień uważam za zbyt częste, dlatego są przeze mnie anulowane.

  • Muszę pokornie przyznać, że mam na sumieniu kilka z opisanych w tekście błędów. Muszę chyba popracować zwłaszcza nad przekazywaniem w mailach większej dawki emocji.
    A newsletter Ryanair’a jest fenomenalny! 😀

    • Warto pracować nad poprawieniem komunikacji email marketingowej, bo to po prostu przynosi wymierne korzyści w postaci wysokiej konwersji.

      • Współczynnik otwartych maili mam dość wysoki. Niestety trudniej przekonać mi czytelników, by kliknęli w zawarte w wiadomości linki…
        Może to kwestia chwytliwych nagłówków, które powodują, ze ludzie otwierają i po krótkiej chwili zamykają wiadomość?… Jest sposób, na to by mierzyć czas przez jaki nasza wiadomość była wyświetlana?

        • Dawidzie, przyglądam się Twojemu ostatniemu newsletterowi. Próbowałeś wyróżniać linki? Zwiększyć czcionkę, albo zmienić w button?

          Masz duży obrazek w swojej wiadomości. Aż się prosi, aby go kliknąć! Niestety nie jest podlinkowany. Zawsze podstawiaj linki pod obrazki, bo to podnosi współczynnik kliknięć.

          Oczywiście nigdy 100% osób, które otworzyły nie kliknie w link, ale takie drobne zmiany to dodatkowy odsetek osób, które jednak przejdą na stronę.

          • Ogromnie Ci dziękuję Kamil, za tak spersonalizowaną poradę! 🙂
            Z pewnością przetestuję Twoje rady. Zwłaszcza link w grafice wydaje się być świetnym pomysłem! Dzięki!!!!

          • Powodzenia!

          • Dzięki!
            Zastosowałem Twoje rady i ostatni newsletter mimo mniejszej ilości otwarć maila zanotował więcej przekierowań do bloga. Super! 🙂

          • Cieszę się i gratuluję. Oby tak dalej!

  • Skazana Na gór dożywocie

    Bardzo rzeczowy tekst. Dla mnie zacznie w najbliższym czasie pełnić rolę ”niezapominajki”, do której warto wracać, jako, że dopiero raczkuję w blogowaniu, a wiele uwag wyżej opisanych zdaje się być świetną wskazówką, jak robić to dobrze.

    • Miło nam to słyszeć. Zapraszamy częściej. 🙂